środa, 31 stycznia 2018

"Załącznik" Rainbow Rowell

Lincoln O’Neill nie może uwierzyć, że jego praca polega na czytaniu cudzych e-maili. Zgłaszając się na stanowisko „administratora bezpieczeństwa danych”, wyobrażał sobie, że będzie budował systemy zabezpieczeń i odpierał ataki hackerów – a nie pisał raport za każdym razem, gdy dziennikarz działu sportowego prześle koledze sprośny dowcip.
Natrafiwszy na e-maile Beth i Jennifer, wie, że powinien wysłać im upomnienie. Ale ich pokręcona korespondencja na temat spraw osobistych bawi go i wciąga. Kiedy sobie uświadamia, że zakochał się w Beth, jest już za późno, żeby tak po prostu nawiązać z nią znajomość.
Co miałby jej powiedzieć...? „To ja jestem tym facetem, który czyta twoje e-maile… i kocham cię”? (opis z lubimyczytac.pl)

Komentarz:

Ach, ta Rainbow Rowell… Ach, ta cudowna Rainbow Rowell, która wydała na świat Fangirl oraz Eleonorę i Parka. Ta cudowna, niesamowita, z dobrym żartem i ciepłym grzejnikiem dla serc czytelników, autorka, którą uwielbiam. Z tej przyczyny pytam się, bez wyrzutów czy złośliwości, dlaczego. Dlaczego, Rowell? Dlaczego pokazałaś światu Załącznik? Dlaczego ta książka jest taka… zła?!


Zanim zabrałam się za czytanie Załącznika byłam strasznie podekscytowana. No, bo w końcu Rowell. Coś nowego. Romans. „Nowy romans, który napisała Rowell, o mój Boże, nie mogę go przegapić!” – tak myślałam. „Romantyczna opowieść o dwójce ludzi, którzy się nie znają, ale on ją poznaje przez czytanie jej mailów. Jakie to musi być niesamowite!” – tak sądziłam. I przyszło co do czego, Mikołaj podarował Załącznik pod choinkę, a ja jako fanka prawie od razu się za niego zabrałam. I co? I do bani! Nuuudy. Niezabawnie. Bohaterowie drętwi jak kłody. A czyta się jak jedną z większych męczarni. Myślałam sobie: „Hej, Linia serc była sztampowa, pupy nie urywała, ale zapewniła ciepełko dla serduszka, więc może z Załącznikiem jest podobnie?”. Moi drodzy, NIE JEST. Jest fatalnie. A moje serce jak było bryłą lodu, tak dalej jest, bo książka niczym nie porusza. NICZYM!

Książka jest podzielona na opisy z życia Lincolna oraz na maile Beth z jej przyjaciółką. I tak jak maile jeszcze da się przeczytać, bo zapewniają czasem ciekawe historie z życia tych kobiet oraz sarkastyczne przytyki, tak przy opisach głównego bohatera cierpiałam. Jego życie okazało się strasznie nudne, tak samo historia z jego ex, jego rodzina oraz znajomi. Bez fanfarów. Bez polotu. Bez uczucia. Mam wrażenie, że Rowell napisała tę książkę tylko dlatego, żeby zarobić. Ewentualnie ktoś jej kazał. Nie chce mi się wierzyć, że takie coś wyszło spod jej pióra.

Jedyną zaletą jest tutaj przywiązanie do szczegółów i techniczne dopracowanie. Co mam dokładnie na myśli? Akcja rozgrywa się na przełomie 1999-2000 roku, czyli bohaterowie wykazują zainteresowanie rzeczami z tych czasów, szczególnie filmami, które mają swoje premiery w tym czasie – w końcu Beth jest recenzentką filmową, dlatego kino i filmy są tu głównym tematem. Do tego dochodzą wzmianki z życia informatyka, z tej przyczyny pod względem realności książka plasuje się wysoko, ponieważ byłam w stanie uwierzyć w informacje, które autorka mi sprzedała.

Co się tyczy romansu… Był tu jakiś? Oprócz nagłego zrywu miłosnego pod sam koniec i ciekawego małżeństwa Jennifer, był tu jakiś romans? Bo to co się działo można przedstawić następująco: Lincoln czyta prywatne wiadomości Beth i Jennifer, a ona uważa go za przystojnego kolesia. On jest zainteresowany jej charakterem, a ona jego wyglądem. Nie rozmawiają ze sobą przez całą książkę i dopiero pod koniec jest nagłe BAM! i już. Koniec. Żadnych wzruszeń, wiwatowania, czy ochów i achów, bo bohaterowie czują to samo względem siebie. Przyjęłam to z chłodem, bo jak mówię: od początku do końca ta relacja zdawała mi się nijaka. Jeszcze wspomnę o tym co mnie najbardziej wkurzyło i co było tak wymuszone, nielogiczne i bardzo sztuczne. Chodzi mi o związek Beth z Chrisem. A dokładniej o jego zakończenie (cóż, lekki spoiler, ale da się przewidzieć, że w końcu musi do tego dojść). Chcę potępić sposób, w jaki Rowell to załatwiła, bo przez nią Beth wyszła na idiotkę i zołzę. To było tak głupie zerwanie, tak dziecinne, że po tym stwierdziłam, że Załącznik jest dla mnie stracony.

Naprawdę nie rozumiem jak to się stało, że autorka, którą podziwiam za sposób przedstawiania historii miłosnych, napisała taką poczwarę, która jest okropną nudą i tandetą. Załącznik jest fatalną powieścią, nie polecam, bo tylko stracicie swój czas. Nawet nazwisko „Rowell” nie ratuje tej książki. Radzę trzymać się od Załącznika z daleka.

9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nie mehaj mi tu! Rowell ma potencjal i potrafi go wykorzystac, widac to przy fangirl i eleonorze i parku, oraz przy linii serc :p
      Choc zalacznik co prawda byl porażką

      Usuń
  2. Oho. Ja "Linię serc" uwielbiam. To jedna z moich ulubionych obyczajówek. Siadając do tej recenzji myślałam, że zostanę zachęcona na tyle, by od razu zamówić tę książkę. Ale rezygnuję z niej. Nie chcę się zrażać do autorki ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Linia serc byla w porzadku, ale nie porwala tak ja Fangirl czy Eleonora i Park :/
      I dobrze, nie zamawiaj i trac czasu :)

      Usuń
  3. ŁaŁ..nie sięgnę, choć opis wydawał się zaciekawiać...cóż czasem i poczwary trafiają się pisarzom :) Ja przeczytałam jedną powieść tej autorki, ale cóż mnie jej twórczość aż tak nie urzeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie - opis ciekawy, ale wnętrze... już nie za bardzo :< Szkoda, straciłam czas.

      Usuń
  4. Dobrze, że nie miałam tej książki w planach. Po za tym długie i nudne opisy już by mnie zniechęciły. Szczególnie też, że ich "związek" pojawił się na koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuje za to Fangirl, jesli nie czytalas :3

      Usuń

Obserwatorzy